Winne Blogi w Blue Cactus

Nasz Świat Win
Truizmem wydaje się stwierdzenie, że należy pić wino do posiłków. Sprawa jest niby oczywista, ale w Polsce rzadko stosowana w praktyce i to z wielu powodów. Podczas poniedziałkowego spotkania, w gronie Winnych blogów, do którego dołączył Robert, trafiła się świetna okazja by o tym porozmawiać, skonfrontować doświadczenia ale i wysłuchać mądrzejszych.
 
Dzięki uprzejmości restauracji Blue Cactus wraz z: Tomaszem Koleckim-Majewiczem, Olafem i Pawłem (PoWINOwaci), Robertem (Winiacz), Michałem Wine Mike Misiorem (Wine Trip Into Your Soul), Mariuszem (Pisane winem), Gabrielem (Do Trzech Dych) – mieliśmy możliwość zestawienia win w połączeniu z daniami przygotowanymi przez Marcina Kaźmierskiego.
 
 

W KRAINIE WINA I GRILLA…

Jakie wino pasuje do kurczaka? Co podać gościom do łososia? Z czym będzie najlepiej smakował stek?
Przypuszczalnie nawet dla osób nieobeznanych ze światem wina odpowiedź nie jest trudna. W końcu autorzy książek i setki stron internetowych prześcigają się w tworzeniu „jedynie słusznych” porad i koncepcji. Trudno jednak odnaleźć się w stosie najróżniejszych podpowiedzi i wskazówek, dlatego najczęściej sięgamy po teoretyczne założenia i stereotypowe niezawodne połączenia opierające się jedynie o katalog: do ryb i białego mięsa podajemy wina białe, do mięsa czerwonego wina tego samego koloru. Wydaje się proste.

 
Za pewne na poziomie podstaw takie tezy wydadzą się słuszne. Ośmielmy się jednak zagłębić w szczegóły. Wyzwanie rzuca nam sytuacja wyboru właściwego białego czy czerwonego wina Łatwo sobie wyobrazić, że przecież diametralnie inaczej smakuje riesling, a zupełnie inne dopełnienie stanowi chardonnay. Bardzo podobne dylematy dotyczą też win czerwonych – bo mamy prawo czego innego oczekiwać od caberneta sauvignon, a innych doznać od pinot noir. Przyznacie że proste zasady nie sprawdzają się już na tym poziomie, a żeby dodatkowo skomplikować sprawę, wystarczy sobie wyobrazić różnorodność metod sporządzania posiłków. Co jeśli rybę usmażymy na grillu, kurczaka podamy z sosem z suszonych śliwek, a rostbef z egzotycznym i bardzo aromatycznym sosem? Proste równania nie mają jednoznacznego i łatwego rozwiązania a zamiast sprawdzonych duetów trzeba zdać się na intuicję. Nie ma jednak wyzwania bez przygody i tylko niewytrwali poddadzą się i postawią na sprawdzoną wodę!

Podczas kolejnego spotkania Winnych blogów w restauracji Blue Cactus długie dyskusje poświęciliśmy właśnie temu tematowi. Postanowiliśmy też osobiście zmierzyć się  z zapewne niełatwym zagadnieniem doboru wina do jedzenia. Rękawice podnieśli: Olaf i Paweł (PoWINOwaci),  Robert (Winiacz), Michał Wine Mike Misior (Wine Trip Into Your Soul), Mariusz (Pisane winem), Gabriel (Do Trzech Dych), Robert (Nasz Świat Win). Wszystko zaś odbyło się pod czujnym okiem Tomasz Koleckiego-Majewicza,który wydatnie służył swoim sommelierskim doświadczeniem i cennymi radami. Za pole popisu służyły zaś dania przygotowane przez Marcina Kaźmierskiego.

 


Wyznaczyliśmy sobie na pozór proste zasady. Wcześniej wiedzieliśmy, że będziemy degustowali dania z grilla – warzywa, łososia, kurczaka i wołowinę. Każdy z nas przyniósł ze sobą co najmniej jedną butelkę wina, która jego zdaniem będzie pasowała do któregoś z tych dań. Trudność polegała na tym, że nie znaliśmy charakterystyki poszczególnych dań, szczegółów ich przygotowania ani zastosowanych dodatków.

Te warsztaty pokazały, że o ile dobór wina do jedzenia jest w dużej mierze kwestią indywidualnych gustów, to o tyle kilka połączeń wzbudziło niemal jednogłośną akceptację. Szczegóły znajdziecie na blogach.

Konkluzją spotkania bez wątpienia jest rekomendacja by zwracając uwagę na podstawę dań nie zapomnieć o ich dodatkach. Okazuje się, że odgrywają one ogromne znaczenie, bo kształtują ostateczny smak, determinują końcowe wrażenie, i z tymi doznaniami będzie musiało się zmierzyć wybrane wino.

 
Pamiętajcie, że szukanie właściwych połączeń to wyzwanie nawet dla ekspertów, dlatego nie bójcie się łączyć wina z jedzeniem, zdawać się na swoje smaki i gusta. Na początku naprawdę mało ważne jest, czy potraficie rozpoznać różnice pomiędzy prawym, a lewym brzegiem Bordeaux, czy umiecie wyjaśnić niuanse pomiędzy rieslingiem z Alzacji a tym znad Mozeli. W najgorszym wypadku i złym połączeniu, po pierwszym łyku zostawicie sobie kieliszek wina „na później”, a w najlepszy odkryjecie poziomy smaku, nieosiągalne w sytuacji oddzielania wina od posiłku. Widelce i noże w dłoń, a wino niech zrobi swoje!

Znakomite wina z Barossy

Pisane winem – Mariusz Boguszewski

Spotkaliśmy się ostatnio w warszawskiej Winosferze w grupce działającej pod szyldem „Winne blogi” by zdegustować kilka win z południowo-wschodniej Australii. Każdy z nas przyniósł po dwa wina i zaczęła się nasza zabawa. Zabawa zabawą, ale zawsze w takim przypadku występuje, jawnie lub nieco skrywany, element konkurencji. Jak wypadnie moje wino? Będzie lepsze od wina sąsiada? A może będzie najlepsze ze wszystkich? Jeśli najlepsze nie będzie to wmawiamy sobie, że to jedynie zabawa. Jeśli zaś wygra, wtedy z pewnością okażemy dumę i podkreślimy swoje zwycięstwo.

 
 
 
 

Australia w Winosferze: Winne Blogi, riesling i shiraz

Winiacz.com – Robert Szulc


W ciemno – od cytryny, przez naftę
i beczkę,
po owocowo-syropową bombę!

 
 
 
Środek (polskiej) zimy, plucha, ciemno… Nie ma chyba innego wyboru – słoneczna Australia! Blogerzy z grupy Winne Blogi powrócili w gościnne ściany (a jakże, chroniące przed zimnem) Winosfery. Z butlami w sreberkach. Cel – sprawdzić, czy w Polsce można cieszyć się Australią białą (rieslingi) i czerwoną (shiraz) w ludzkich cenach – od 50 do 100 zł. No, by oddać sprawiedliwość – Maciej Sokołowski próbował na odległość rieslinga, nie w Warszawie, ale w Poznaniu. Ocenialiśmy wina w skali 10-punktowej.
 

Paulett Riesling Late Harvest 2009 (Polish Hill River)

MS-SOMMELIER – Maciej Sokołowski

Projekt Winneblogi rozpoczął się na dobre. Ma on na celu wymianę poglądów pomiędzy blogerami zainteresowanymi poszerzaniem wiedzy o winie. Na dziś – 12 stycznia – zaplanowano spotkanie degustacyjne dotyczące Shirazów i Rieslingów pochodzących z Australii Południowej. Jako że mieszkam i pracuję w Poznaniu, degustuję z pozostałymi i opisuję wina „korespondencyjnie” (Wasze zdrowie Panowie!).
 
PAULETT RIESLING LATE HARVEST 2009
Importer: Centrum Wina Cena: 59,90 zł Punkty: 8,0
 
 
 
 

AUSTRALIA W WINOSFERZE

Projekt „Winne Blogi” zaczyna się rozwijać, a to, w którym dokładnie pójdzie kierunku, okaże się pewnie po kilku kolejnych spotkaniach grupy blogerów piszących o winie. Na pierwszym spotkaniu poznaliśmy wina portugalskiego producenta z regionu Alentejo – Monte da Ravasqueira. Uświadomiło nam, jak łatwo jest przypiąć niewłaściwą łatkę producentowi, mając do czynienia z li tylko jedną etykietą. Jak łatwo zaszufladkować winiarza, często w niewłaściwym miejscu, na podstawie jednej, samotnej butelki. O Monte da Ravasqueira, winie za 14,99 zł, oferowanym kilka miesięcy temu przez Biedronkę, można było usłyszeć wiele słów – czasem lepszych, czasem gorszych – dziś wiemy na pewno, że były one ilustracją posiadłości oglądanej z daleka. Butelki degustowane wspólnie podczas spotkania, pokazały nam finezję jej detali architektonicznych.

12.01.2015 roku spotkaliśmy się ponownie w gościnnej Winosferze przy ulicy Chłodnej 31 w Warszawie, by wspólnie ocenić – być może docenić, być może zganić, lecz na pewno poznać nieco bliżej wina z południowo-wschodniej Australii. Powiedzmy sobie szczerze, w większych miastach, gdzie można liczyć na obecność sklepów specjalistycznych, amatorzy wina mają jakąś szansę poznać ciekawszą stronę tego kontynentu, jednak mieszkańcy miasteczek i wsi mogą liczyć tylko na to, co oferują sklepiki przy stacjach benzynowych, wielobranżowe sklepy typu „mydło i powidło”, ewentualnie popularne sieci handlowe, w których wina na tym tle wydają się niemal luksusowe. A że nie są, mogliśmy się przekonać także podczas naszego spotkania, gdy przez pomyłkę czy nieporozumienie, na naszą degustację w ciemno trafiły wina niespełniające założonych kryteriów, które obejmowały region pochodzenia win, czyli wspomnianą południowo-wschodnią Australię, cenę – od 50 zł wzwyż, oraz odmiany: riesling i shiraz. Te, które wyraźnie odstawały od innych, były tańsze, często kupażowane z inną odmianą, czy wręcz w ogóle nie spełniały kryterium odmiany. Popularne wina, kosztujące 20-25 zł na półce, niewiele mówią o regionie ich pochodzenia, często smakują niemal identycznie, trudno byłoby się laikowi połapać czy piją shiraz, cabernet sauvignon, czy może mieszankę obu tych odmian…. 

My chcieliśmy pokazać wina ciekawsze, więc po krótkiej, burzliwej dyskusji (ale bez udziału policji i negocjatorów) postanowiliśmy nie uwzględniać w naszym zestawieniu butelek niespełniających wspomnianych wyżej warunków i ostatecznie poddaliśmy ocenie 8 butelek – 3 rieslingi i 5 shiraz’ów. Równolegle z nami w domowym zaciszu sprawę zgłębiał tez Maciej Sokołowski, a wyniki tych działań możecie poznać na jego blogu MS-Sommelier.pl.
 
 
W przypadku rieslingów okazało się, że na rynku spokojnie można kupić wina „dojrzałe” – bo chyba można już tak nazwać rieslinga siedmioletniego. Uczciwie trzeba dodać, że nikt mu aż tyle lat nie dawał. Kolor i pewne nuty aromatyczne można było interpretować jako oznaki nie tyle starości, co wieku dojrzałego, ale wysoka kwasowość wina zapewniła mu żywotność i wigor. Młodsze rieslingi również cechowały się wysoką kwasowością, nie epatowały może spodziewanym po klimacie bogactwem aromatów, a w ustach były pełne i rześkie, wręcz domagały się jakiegoś połączenia z jedzeniem, choć i pite solo na pewno nie powodowałyby znużenia.
 
 
Jeśli chodzi o shirazy, to pokazały się one od jak najlepszej strony. Wszystkie uzyskały dobre oceny, choć te najbardziej interesujące okazały się winami najdroższymi. Nie udało nam się zatem znaleźć tego, czego szukają w winie wszyscy – rewelacyjnej jakości za najatrakcyjniejszą cenę. Tutaj jakość wyraźnie korelowała z kosztami zakupu, ale należy docenić fakt, że nawet najtańszy shiraz wart był swojej ceny. Ten, który uznaliśmy za najlepszy, był zamknięty korkiem naturalnym, a wszystkie pozostałe wina chroniła zakrętka. Jest to wyraźny dowód na to, że korek ma niebagatelne znaczenie przy dojrzewaniu wina w butelce. Pamiętajmy też, że wina zamykane zakrętką są postrzegane jako te do picia w ich młodości. W większości, lecz nie wszystkich przypadkach, jest to pogląd słuszny, a przez ten stereotyp między innymi, droga Australia nie jest towarem zbyt chodliwym. Łatwiej jest nam wydać 100 zł na „Wielką Trójkę”, a wina z krajów Nowego Świata nie znajdują się raczej na szczycie listy zakupów. Dziś wiemy, że zupełnie niesłusznie.

Szczegółową listę win wraz ze zdjęciami i oceną atrakcyjności (średnia z ocen panelistów w skali 1-10) znajdziecie poniżej.

JACOB’S CREEK STEINGARTEN RIESLING EDEN VALLEY 2012
Importer: Brak Cena: około 99 zł Punkty: 7,8

WAKEFIELD RIESLING CLARE VALLEY 2010
ImporterVininova Cena74 zł Punkty: 6,6
 

PETER LEHMANN RIESLING EDEN VALLEY 2008

ImporterWinestory Cena59 zł (w promocji 40 zł) Punkty: 7,0

WOLF BLASS BILYARA SHIRAZ SOUTH AUSTRALIA 2012
ImporterAlkohole Świata Cena40 zł Punkty: 4,4

JACOB’S CREEK CENTENARY HILL SHIRAZ BAROSSA VALLEY 2009
ImporterBrak Cenaokoło 199 zł Punkty: 9,0

COOL WOODS SHIRAZ SOUTH AUSTRALIA 2012
ImporterDom Wina Cena45 zł Punkty: 6,8

HEREFORD SHIRAZ HEATHCOTE AUSTRALIA 2012
ImporterDobre Wina Cena99 zł (w promocji 39 zł) Punkty: 7,0

PETER LEHMANN FUTURES SHIRAZ BAROSSA VALLEY 2009
ImporterWinestory Cena89 zł Punkty: 9,2


O każdym z prezentowanych powyżej win przeczytacie już wkrótce na naszych blogach.
Tomasz Kolecki-Majewicz www.tomaszkoleckimajewicz.pl

Mariusz Boguszewski www.pisanewinem.pl
Olaf Kuziemka, Paweł Grotowski www.powinowaci.pl
Robert Szulc www.winiacz.com
 
 

Winne Blogi w natarciu: Monte da Ravasqueira

Wine-Trip-Into-Your-Soul.blogspot.com – Michał Misior

Tuż przed Sylwestrem, jeszcze w starym dobrym 2014 r. nawiązała się niecodzienna komitywa. Powołany został projekt „Winne Blogi” do którego partycypacji zostałem zaproszony. Kiedy na popularnym serwisie społecznościowym zamigała wiadomość od Tomasza Koleckiego-Majewicza, nie trzeba mnie było namawiać. Od dłuższego czasu nie było nowych list blogów, zestawień, którymi początkujący i profesjonaliści mogliby się podeprzeć w codziennych poszukiwaniach naszego ulubionego napoju. Generalnie jako naród już tak mamy, że łączymy się w chwilach niepokoju, jednak na co dzień ciężko ze znalezieniem takich przedsięwzięć. Postanowiliśmy udowodnić coś zupełnie przeciwnego.
 
 

WINNE BLOGI DEGUSTUJĄ: Monte da Ravasqueira

POWINOWACI.PL – OLAF KUZIEMKA, PAWEŁ GROTOWSKI

DYSTYNGOWANA ELEGANCJA ALENTEJO…

Monte da Ravasqueira to winnica i posiadłość położona w północnej części portugalskiego regionu Alentejo. Cała posiadłość liczy ponad 1500 ha, sama winnica 45 ha i jest podzielona na kilkanaście działek po 3-5 ha, na których właściciele uprawiają rozmaite szczepy winogron. Właśnie ta rozmaitość, a także dążenie do otrzymania wysokiej jakość winogron oraz nowoczesne wyposażenie winnicy sprawia, że wina Monte da Ravasqueira zapowiadają się bardzo interesująco i z czasem mają szansę odnieść sukces rynkowy. Ciekawym zabiegiem jest chłodzenie przed wyciśnięciem wszystkich winogron przez co najmniej 24 godziny. Prawdopodobnie procedura ta przyczynia się do zachowania aromatów i obniżenia alkoholu w wytwarzanym winie…
 
 

PIERWSZE KROKI…

TOMASZ KOLECKI-MAJEWICZTeorie są głównie po to, by nimi pozostać, lecz czasem znajdują pokrycie w rzeczywistości. O winie mam kilka swoich ulubionych, wśród których ta o niebagatelnym wpływie wina na rozwój myśli Platona, Pitagorasa i ich następców jest absolutnie czołową. Tuż obok niej ukrywa się kolejna, stawiająca wino jako numer jeden wśród płynów mających wpływ na życie towarzyskie i relacje społeczne w historii naszej planety. 

Dokładnie wczoraj zyskałem kolejne dowody na to, że wyżej założone tezy są sprawne i poprawne. A wszystko dzięki Mikołajowi, który tym razem wcale nie przybył ze śnieżnej Laponii, lecz ze słonecznej portugalskiej krainy Alentejo. A właściwie to Mikołaj nazywa się Pedro Pereira Gonçalves i jest głównym enologiem świetnej winnicy Monte da Ravasqueira, którą miałem w kończącym się roku odwiedzić.

Pedro przysłał mi zestaw bardzo ciekawych win wytwarzanych w na bardzo małych areałach i w bardzo limitowanych ilościach. Dość wspomnieć, że średnia obszaru upraw wyniosła około 2 hektarów, a liczba butelek ledwie przekraczała 3 tysiące. Mało tego? To wymienię odmiany, z których wina powstały: Alvarinho, Viognier, Syrah, Petit Verdot, Touriga Franca i… Nero d’Avola! Tak, tak! W Alentejo! Spróbować samemu i wylać to byłby grzech i głupota, postanowiłem zatem zapytać kilku kolegów z winiarskiej blogosfery, czy nie mieliby ochoty poznać takich cudeniek. Wszyscy ochoczo na pomysł przystali i przedostatniego dnia roku 2014-go, zajęliśmy miejsca przy stole.

Swoich gościnnych progów, zresztą nie po raz pierwszy przy winnych sprawkach, użyczyła nam Winosfera na ulicy Chłodnej 31, udostępniając nam jeden z private room’ów i opiekując się nami od A do Z, za co dziękujemy serdecznie Piotrowi, Mariuszowi i Kasi. Zasiedliśmy taką oto zacną siłą, ruszając zgodnie ze wskazówkami zegara wokół stołu: Mariusz Boguszewski z Pisanewinem.pl, Gabriel Matwiejczyk z Dotrzechdych.pl, Robert Szulc z Winiacz.blogspot.com, Olaf Kuziemka i Paweł Grotowski z Powinowaci.pl, Michał Wine Mike Misior z Wine-trip-into-your-soul.blogspot.com, Maciek Gontarz z Viniculture.pl i Tomasz Kolecki-Majewicz z tomaszkoleckimajewicz.pl.

Maciej Gontarz, Paweł Grotowski, Tomasz Kolecki-Majewicz, Gabriel Matwiejczyk, Mariusz Boguszewski, Robert Szulc
Rozpędzone winem myśli i rozgrzany zmysł towarzyski doprowadziły do bardzo istotnych skutków, czyli powołania zintegrowanej grupy roboczej winnych blogerów, która swoją pracą obejmie cykliczne spotkania na zadane wcześniej tematy, a której owoce będzie można poznawać na naszej stronie. Następne pomysły już mamy uzgodnione, a kolejne już czekają na ich werbalne wyartykułowanie, lecz wszystko w swoim czasie…

Ostatnim etapem spotkania stała się sprawa kluczowa, czyli nazwanie naszej formacji w sposób jasny i klarowny, nie zostawiający cienia wątpliwości zamiarom grupy. Po długich i burzliwych dyskusjach w finale stanęły dwie najbardziej grające w uszach, zaproponowane przez współtowarzyszy – Winneblogi.pl i Winoblogi.pl. Finalnie postanowiliśmy wystartować pod tą pierwszą. Ustaliliśmy także, że nasza formacja nie nabrała kształtu ostatecznego i jesteśmy otwarci na przyjmowanie kolejnych elementów, czyli blogów, pasujących do jego uformowania.
A jak wypadły wina? Jedne zaskakująco, drugie jeszcze bardziej, a jeszcze inne – wzorcowo dla miejsca swojego powstania. Jednak szczegółowe oceny każdego z uczestników można poznać na naszych blogach. I to będzie naszą siłą – pluralizm i swoboda wypowiedzi, a tu nie zawsze umieścimy myśl przewodnią i pierwsze wrażenia uczestników spotkania.